Pierwsza praca w biurze tłumaczeń języka niemieckiego

Miałem delikatny stres związany z tym, czy uda mi się znaleźć pracę po studiach. Mogę powiedzieć, że dopisało mi szczęście – gdy poszedłem do najbliższego biura tłumaczeń z CV, osoba siedząca za ladą akurat wystawiała kartkę informującą o tym, że szukają pracownika.

Początki przy tłumaczeniach technicznych

tłumaczenia techniczne po niemieckuRozmowę kwalifikacyjną przeprowadziliśmy od razu, i od razu zostałem też poinformowany o tym, że jestem przyjęty. To wszystko wyglądało zbyt pięknie. Mój szef już następnego dnia zaczął wprowadzać mnie we wszystkie tajniki pracy w biurze tłumaczeń. Okazało się, że będę wykonywał tłumaczenia techniczne po niemiecku. Dostałem kilka grubych słowników w których zawarte było całe słownictwo techniczne. Wiedziałem, że nie będę miał łatwo z nauczeniem się tego wszystkiego, ale uznałem, że skoro inni dają radę, to i mnie się uda. Już pierwszego dnia przetłumaczyłem kilka stron prostych dokumentów. Szef sprawdził je i pokiwał głową z zadowoleniem. Przez kolejne dni uczyłem się słownictwa i zapamiętywałem wszystko, co tylko się dało. Na efekty nie trzeba było długo czekać – swoje pierwsze tłumaczenie techniczne zrobiłem już po dwóch tygodniach. Szef był naprawdę zachwycony – powiedział, że to prawdziwy cud, że przyszedłem wtedy do niego ze swoim podaniem o przyjęcie do pracy. Widział po mnie, że jestem ambitny i powiedział, że to bardzo przydatna cecha w zawodzie tłumacza – w swojej karierze przerobię jeszcze bardzo wiele słowników takich jak te, które zapamiętywałem przez pierwsze dni.

Pracę tam wspominam bardzo dobrze i miło. W pewnym momencie szef stwierdził, że wyjeżdża do innego miasta, ja z kolei czułem się już na tyle pewnie, że chciałem otworzyć własne biuro. Pożegnaliśmy się licząc na to, że każdemu uda się zrealizować plany.